0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Filament.io Made with Flare More Info'> 0 Flares ×

IMG_7130IMG_7130

Myśląc „Katalonia”, mimowolnie dopowiadamy „Barcelona”. Oba miejsca związane są ze sobą mocno, jak Sancho Pansa z Don Kichotem, jak korek z butelką wina. Tak mocne skojarzenie jest krzywdzące zarówno dla miasta, jak i regionu. Katalonia ma do zaoferowania znacznie więcej, niż tylko atrakcje Barcelony. Katalonia skryta w całorocznym cieniu stolicy żyje i ma się świetnie. Najwyższy czas poznać prowincję od innej, nie wielkomiejskiej strony. Duże miasta są w porządku, ale dziś jednak zapraszam do nieodkrytego jeszcze przez turystów miejsca, w którym produkuje się doskonałe wino musujące – regionu Penedes.

Cava, nie kawa

Tylko dzięki skutecznemu marketingu francuskich winiarzy wiemy, co to jest szampan i każde wino musujące określamy tym mianem, nieświadomie wyrządzając szkodę wszystkim innym producentom „wina z bąbelkami”. Tymczasem poza dobrym (i zazwyczaj drogim) szampanem z Szampanii półki w okolicy uginają się od równie dobrych win musujących. Czy będzie to alzacki crémant, włoskie prosecco, czy wreszcie hiszpańska cava, są to wina równie dobre. Rodzeństwo szlachetnego szampana, choć mniej popularne, jest urodziwe i piękne. Czas poznać miejsce, gdzie produkuje się jedno z nich – cavę – której smak robi nie mniejsze wrażenie, niż krajobrazy w okolicy, w której powstaje.

Tu się robi cavę

Tu się robi cavę

Region Penedes jest położony niemalże na przedmieściach Barcelony, na tyle jednak daleko, aby zapomnieć o pokusach miasta. O wino, historie i artefakty z nim związane turysta potyka się tu na każdym kroku. Cava oznacza w języku katalońskim piwnicę. Najczęściej używane szczepy winogron do produkcji to macabeo, parellada oraz xarello. Najprostsze wina mają aromat zdominowany przez zielone jabłka, cytrusy i ananasy. Odmiana xarello wzbogacona jest o smak miodu i orzecha włoskiego. Aby wino mogło być uznane za cavę, należy spełnić bardzo restrykcyjne wymagania. Cava najlepszej jakości – ta, która leżakuje w piwnicach minimum 30 miesięcy – ma prawo do określenia gran reserva. To jest już prawdziwa winna ekstraklasa.

Cava z reguły jest winem białym, choć producenci (np. Freixenet) mają w ofercie także wina różowe, oparte na szczepie pinot noir oraz lokalnego trepat. Najbardziej znane bodegi produkujące to wyśmienite wino to Freixenet, Vilarnau i Alta Alella. Najtańsza butelka wina kosztuje podłe 5 euro i będzie to Wasza najlepsza inwestycja w czasie tego wyjazdu. Najdroższe wina kosztują 25-35 euro i jest to ledwie 50% ceny oryginalnego szampana. Do cavy pasuje niemalże wszystko, co można znaleźć na katalońskim stole. Owoce morza i ryby, niegroźne jej są paelle oraz makarony. Oczywiście równie dobrze sprawdza się w roli aperitifu.

W piwnicach bodegi Freixenet oglądam zakurzoną, piętnastolitrową butelkę „Nabuchodonosora” i tylko ledwie jego mniejszego braciszka – dwunastolitrowego „Balthasara”. Wyobraźnia podrzuca rożne perwersyjne scenariusze związane z konsumpcją tegoż, zostawiając niemało miejsca na podziw dla właścicieli tej butelczyny. Czymże jest tak obecnie powszechne liche 0,75 l.? O marności!

Duże wino

Duże wino

Mały owad, duża fiesta

W Sant Sadurní d’Anoia pachnie KAWĄ. Kawą, nie cavą. Zapach pochodzi ledwie z kilku kawiarni w centrum miasta, lecz miło dominuje w atmosferze miasteczka. Jest 10. rano i jest to najlepsze panaceum dla ciała zmęczonego wczorajszą pijatyką. Przy Carrer Raval otwiera się pchli targ gdzie sprzedają wszystkie niepotrzebne rzeczy świata. Mimo wszechobecnego plastiku i tandety miejsce posiada urok – turystów tu spotkać równie trudno, jak agnostyka w świątyni, najłatwiej kupić tu koszulkę z nazwiskiem „Messi” na plecach.

Zbyt mało czasu minęło od ostatniej degustacji wina, by ze spokojem zajrzeć do multimedialnego muzeum Centro de Interpretación del Cava (CIC). W tym miejscu birofile stają się ortodoksyjnym konsumentami wina, a cavy w szczególności, porzucają swój obecny, wieloletni i stabilny związek na rzecz randki z kochanką. W CIC można poznać historię cavy oraz sposób jej produkcji, degustując na koniec niejeden kieliszek gazowanego napoju.

Phylloxera (filoxera) w Sant Sadurní d'Anoia

Phylloxera (filoxera) w Sant Sadurní d’Anoia

Przybywając z kraju, gdzie klęski pielęgnuje się z pietyzmem, gdzie powodem do chwały i smutku jest każdy przetrącony członek, dziwić może fakt, że w Sant Sadurní d’Anoia wspomina się co roku, na wesoło, jedną z największych klęsk – plagę phylloxera. To mała i wredna mszyca, która w 1887 roku zniszczyła większość winorośli w regionie. We wrześniu odbywa się tu fiesta – ulicami miasta przechodzi wówczas kolorowy i głośny korowód, na czele – a jakże – z kilkumetrową postacią wielkiej mszycy.

W Sant Sadurní d’Anoia nie samą cavą się żyje. Dwie przecznice od CIC, znajduje się słynna wytwórnia czekolady Simón Coll. Nieważne, czy podróżujecie sami, czy ze swoimi latoroślami, każdy raz w życiu powinien odwiedzić takie miejsce. Wizyta w fabryce czekolady to jedna z największych przyjemności, jakie możecie sprawić sobie i swoim dzieciom. A jeśli one będą niegrzeczne, kupcie im za karę w przyfabrycznym sklepiku ekstremalnie gorzką czekoladę (99% kakao) lub czekoladowe dropsy z dodatkiem czili lub soli (!). Młodsza młodzież od razu zrozumie, że rodziców należy słuchać!

Wytwórnia czekolady Simón Coll

Wytwórnia czekolady Simón Coll

Żyrardów jest w Hiszpanii. Santa Coloma de Cervelló

Historia Colonia Güell przypomina dzieje leżącego nieopodal Łodzi, Żyrardowa. Rozwój Colonia Güell rozpoczął się w 1890 roku, z inicjatywy przedsiębiorcy Eusebi Güell, w jego posiadłości Can Soler de la Torre, położonej w dzielnicy Santa Coloma de Cervelló.

Położone 20 kilometrów od Barcelony robotnicze miasteczko znane jest głównie z Krypty Gaudiego, zwanej także kościołem krzywych kolumn. Krypta to niedokończony kościół, który mógłby być równie znany, jak barcelońska Sagrada Familia. Gaudi zastosował przy budowie po raz pierwszy wiele innowacyjnych rozwiązań. Kościół robi olbrzymie wrażenie, choć bardziej przypomina większą kaplicę, a nie monumentalną katedrę. Bo nie o rozmiar tu chodzi, a o niepowtarzalny, wyjątkowy styl Gaudiego. Budowę kościoła zlecił Eusebi Guell, przedsiębiorca, właściciel m.in. fabryki tekstyliów i przyjaciel Gaudiego. Dał on artyście wolną rękę co do formy, wielkości, a także kosztów budowy i terminu jej ukończenia. Niestety, po 6 latach budowy, w 1914 roku budowa została przerwana z niewiadomych przyczyn. Powstał ledwie jeden pełny poziom świątyni – krypta – jednocześnie w tej aptekarskiej ilości, dająca wyobrażenie o geniuszu Gaudiego.

Krypta Gaudiego

Krypta Gaudiego

Sława Gaudiego i jego dzieła odwraca uwagę od równie wielkiej atrakcji Colonia Güell, choć nieoczywistej na pierwsze spojrzenie. Eusebi Guell, mecenas Gaudeigo – starał się tu stworzyć miasto idealne. Do istniejącej fabryki „dobudował” pracownicze miasteczko i dbał, aby jego pracownikom niczego nie brakowało. Był tam rynek, sklepy i szkoły oraz pracownicze kamienice. Utopijny sen o dobrym właścicielu i zadowolonych pracownikach. Dziś można się spierać o koncepcję „idealnego miasteczka” – zalecana jest raczej większa higiena choćby poprzez fizyczne oddalenie miejsca zatrudnienia od miejsca zamieszkania – wówczas, takie działania były uważane za postępowe i nowatorskie.

Colonia Güell, miasto idealne

Colonia Güell, miasto idealne

Castells – niezwykłe wieże z ludzi

Tuż przed 19. na plac przy Cal Figarot schodzą się mieszkańcy Vilafranca de Penedes. W każdy poniedziałek, środę i piątek odbywają się tu treningi grupy „Castellers de Vilafranca” – niezwykłych akrobatów, kultywujących 200-letnią tradycję.

W małej, jasnej sali gimnastycznej rozgrzewają się 6-12 letnie dzieci oraz dorośli. Zanim zapadnie zmierzch, plac zapełni się mieszkańcami miasteczka.

„Castells” to symbol Katalonii, na równi z klubem FC Barcelona i kościoła Sagrada Familia, a „Castellers de Vilafranca” z Penedes to arcymistrzowie, więksi od swoich młodszych kuzynów kopiących kawałek skóry na trawniku w pobliskiej Barcelonie.

Tradycja budowania wież z ludzi ma blisko dwieście lat i wywodzi się z religijnych tańców „balls dels Valencians”, znanych już w XV. w. Jak mówią wszyscy w Katalonii – Hiszpania ma corridę, a my „castellers”. Oglądanie treningu „castellers” jest przeżyciem na poły mistycznym – więcej jest tu budowania team spirit i duchowego zjednoczenia, niż sportowych akrobacji. Wieże wznoszą bezrobotni, pracownicy budżetówki i elita miasta z jego burmistrzem na czele. „Castells” to jest najprostszy archetyp równości społecznej.

Podstawę wieży tworzą „baixo”, nosząc na swych ramionach „enxanetes” – dzieci i nastolatki wspinające się na wysokość trzeciego piętra bez żadnego zabezpieczenia liną. Jedynym zabezpieczeniem jest kask i tłum ludzi na dole, który pomoże zamortyzować ewentualny upadek. To co wyprawiają te szkraby jest niesamowite. Najwyższe wieże mają po 8-10 „ludzkich” pięter. Ich podstawę może tworzyć nawet 700 osób, gdzie każda z 1400 rąk jest tak samo ważna.

Budowa wieży „tres de sis” (trzy osoby w poziomie, sześć poziomów licząc cokół)

Budowa wieży „tres de sis” (trzy osoby w poziomie, sześć poziomów licząc cokół)

W przeciwieństwie do oficjalnych pokazów, w czasie treningów w trakcie wznoszenia wieży panuje absolutna cisza, przerywana tylko komendami trenera. Dopiero po bezpiecznym rozmontowaniu wieży – co punktowane w zawodach jest tak samo, jak jej wznoszenie – na placu rozlega się przyjemny gwar. Po kilku minutach grupa wznosi kolejną wieżę.

Trening przy Cal Figarot trwa dobre trzy godziny, w czasie których castellers trenują różne kombinacje wież. Poza wysokością wieże różnią się ilością cokołów („pinya”, najwyższe wieże mają trzy cokoły) oraz ilością osób budujących jeden poziom (od jednej do pięciu).

Kuchnia katalońska i hiszpańska

Najprostsze przyjemności są najlepsze. Niewiele rzeczy może równać się z pa amb tomàquet (chleb z pomidorem). To skromna, nie efektowna przystawka, nie rości sobie praw do bywania w menu najdroższych restauracji starcza za wszystkie przysmaki świata. Przychyla nieba głodnemu i najbardziej wybrednemu krytykowi.ka: pa amb tomaquet (chleb z pomidorem).


Czym zachwyca? Prostotą składników i łatwością przyrządzenia, smakiem świeżych pomidorów i czosnku. Obowiązkowo na śniadanie lub jako przystawkę na kolację w restauracjach i przydrożnych hotelach zawsze dostać można zestaw składający się grubej na szerokość kciuka pajdy grillowanego pieczywa, przejrzałego pomidora i czosnku. Pieczywo należy z pietyzmem natrzeć z ząbkiem czosnku oraz przekrojonym na pół pomidorem, nałożyć plaster jamón serrano (rodzaj wieprzowej, podsuszonej szynki), skropić nieskromnie oliwą i… gotowe. W czasie kolacji, do przystawki podawane są także. W czasie kolacji, jako przystawki podawane są także grilowane bakłażany, papryka, cebula, anchois oraz oliwki. Jedzenie w Penedes jest przewidywalnie pyszne, ale bywa tylko dodatkiem do kosztowanych dziesiątek butelek lokalnego wina.

Życie w Katalonii toczy się wokół jedzenia, wina, sportu i polityki. Nawet jeśli to pierwsze jest tylko przystawką do pozostałych tematów – potrafi wywołać namiętności nie mniejsze. Menu tutejszych restauracji cieszą oko, nie drenując jednocześnie portfela.

Same przystawki starczają za cały obiad. Czy to będzie pan de coca con to mate (grzanka chleba z pomidorowym smarowidłem), talerz jamón serrano – długodojrzewająca surowa szynka, sardynki w buraczanym puree i marynowane śledzie. Jako ciepła przystawka podaje się malutkie krokiety w panierce, z nadzieniem z szynki, cebuli i śmietany - croquetas de jamon. Całość świetnie uzupełnia esqueixada – sałatka z solonego dorsza, cebuli i papryki.

pa amb tomàquet (chleb z pomidorem)

pa amb tomàquet (chleb z pomidorem)

W lecie ukojenie przynosi gaspacho – chłodnik z pomidorów, oliwy i wody. Danie biedaków przyrządzane ze składników, które zawsze były tu pod ręką i nieograniczonej ilości.

Dania główne to ryby i doskonałe mięsa: suprema de dorada al Horno (pieczona dorada) lub estofat (potrawa z duszonego mięsa). Jeśli jednak zjedliście za dużo tapas, nie będziecie w stanie zjeść już nic więcej.

A na deser – crema catalana – tradycyjny kataloński deser, przygotowywany na bazie mleka, cytryny, żółtek, kory cynamonu i mąki kukurydzianej lub flan – kremu z jaj, śmietany i cukru.


https://facetzprzepisem.com/2015/02/27/penedes-w-katalonii-kuchnia-i-cava/